Dolina ludzi milczących - część druga
Wygodnie leżąc na poduszkach, obserwował świecące na niebie gwiazdy, szukał pierwszych promieni księżycowych i słuchał hukania sów gnieżdżących się na strzaskanym burzą drzewie. Po upływie godziny podjął ćwiczenia na nowo.
Stał właśnie na nogach, gdy usłyszał przez okno dźwięk zbliżających się głosów, a potem tupot biegnących nóg. W chwilę później ktoś walił w drzwi, natarczywie domagając się doktora Cardigana. Kent ostrożnie przysunął się bliżej okna. Księżyc świecił, dostrzegł więc parę postaci nadchodzących wolno i zgiętych jak gdyby pod ciężarem. Zanim mu z oczu znikli skręcając za węgieł, rozróżnił dwu ludzi dźwigających coś na noszach. Wreszcie otwarły się drzwi szpitala, wymieniono parę nerwowych zdań i nastała głucha cisza.
Kent wrócił do łóżka rozważając, kim może być ów nowy pacjent. Po ćwiczeniach gimnastycznych oddychał znacznie łatwiej. Poczucie wracających sił budziło w nim entuzjastyczną radość. Pogodnie i z nadzieją spoglądał na świat. Zasnął późno i długo spał rano. Zbudziło go dopiero wejście Mercera. Asystent wszedł wolno i po cichu zamknął drzwi za sobą, jednak Kent go usłyszał. Siadając na łóżku wiedział już, że Mercer ma mu coś ważnego do zakomunikowania, twarz młodego Anglika zdradzała bowiem silne podniecenie.
- Przepraszam bardzo, że pana budzę - rzekł nachylając się nisko nad Kentem, jak gdyby w obawie, iż strażnik podsłuchuje za drzwiami. - Sądziłem jednak, że lepiej będzie, jeśli się pan o tym Indianinie dowie …
- O Indianinie?
- Tak, proszę pana. O tym Mooie, proszę pana. Strasznie mną ta historia wstrząsnęła. Z wieczora jeszcze mi doniósł, że znalazł barkę, którą dziewczyna odpłynie w dół rzeki. Mówił, że jest schowana w zatoce.
- W zatoce! To doskonała kryjówka!
- Doskonała, proszę pana. Zaledwie ściemniło się dostatecznie, Mooie udał się znów na przeszpiegi. Nie bardzo wiem, co się z nim stało później. Jednak gdzieś koło północy zjawił się w knajpie Crossena, skrwawiony, półprzytomny i ledwie trzymający się na nogach. Przynieśli go tu i czuwałem nad nim do rana prawie. Mówi, że dziewczyna wstąpiła na barkę, a barka odpłynęła w dół rzeki. Tylko tyle potrafiłem z niego wyciągnąć. Plecie coś jeszcze, ale w narzeczu, którego nie znam. Crossen twierdzi że to Cree i że stary Mooie wierzy, iż diabły
opadły go z kijami, gdy czatował na brzegu. Oczywiście musieli to być ludzie. Nie wierzę w diabły, proszę pana.
- Ja także nie - odparł Kent, czując, jak krew szybciej krąży mu w żyłach. - Rzecz jest jasna. Ktoś sprytniejszy od starego Mooie pilnował również brzegu rzeki.
Mercer, z twarzą zmienioną, spoglądał niepewnie w stronę drzwi. Potem nachylił się nad Kentem niżej jeszcze.
- Gdy byłem z nim sam na sam, proszę pana, w bezładnym bełkocie rozróżniłem pewne imię. Powtórzył je kilkakrotnie:
Kedsty!
Palce Kenta nerwowo pochwyciły dłoń młodego Anglika.
- Mówił to! Słyszałeś?
- Pewien jestem, że się nie mylę, proszę pana. Powtórzył: Kedsty, kilkakrotnie!
Kent opadł na poduszki. Umysł jego pracował w natężeniu. Ustalał plan działania.
- Musimy to zachować w tajemnicy, Mercer - rzekł wreszcie. - Gdyby Mooie był ciężko ranny, gdyby przypadkiem umarł i gdyby wykryto, że my dwaj …
Wiedział, że tych parę słów wywarło efekt dostateczny. Nie patrząc nawet na Mercera, po chwili podjął rzecz na nowo.
- Obserwuj go bacznie, stary, i donoś mi o wszystkim. Postaraj się wywiedzieć o Kedsty’m czegoś więcej. Doradzę ci, jak masz postępować dalej. To kwestia raczej drażliwa, dla ciebie oczywiście. I … - tu uśmiechnął się do Mercera - czuję dzisiaj specjalną jakąś czczość. Dodaj, proszę, jeszcze jedno jajko. Trzy zamiast dwóch i o parę kawałków chleba więcej. Ale nie wspominaj nikomu, że nabieram apetytu. To stanowczo lepiej dla nas obu, szczególnie gdyby Mooie miał umrzeć. Rozumiesz, co mam na myśli, stary?
- Zdaje się, że tak … że rozumiem - odparł Mercer, blednąc na widok ponurych iskierek w oczach Kenta. - Zrobię, jak pan radzi, proszę pana.
Wyszedł zmieszany. Kent wiedział, że ocenił chłopaka właściwie. Zgodnie ze swym charakterem Mercer uczyni niejedno dla pięćdziesięciu dolarów. W grze otwartej jest tchórzem. Ale w pewnych wypadkach może oddać nieocenione usługi.
ROZDZIAŁ IX
PRÓBA UCIECZKI
Gdyby doktor Cardigan wiedział, jak solidne śniadanie Kent zjadł tego ranka, byłby na pewno niemało zdumiony, a Kedsty zwiększyłby niewątpliwie nadzór roztoczony nad więźniem. Jedząc Kent zadzierzgnął silniej jeszcze więzy łączące go z Mercerem. Udawał, iż stan zdrowia starego Mooie niepokoi go bardzo. Nie tyle ze względu na samego siebie zresztą,